O mnie... tak trochę

Nazywam się Janusz Klas.Jestem zoografos i geografos- czyli z greckiego- malarz i pisarz ikon. Tak bardziej ,,ogólnie,, - zwiedziłem w swoim życiu WIELKIE PRZESTRZENIE... Nie czuję się spełniony, ale jestem Szczęśliwy Podróżując! Jeżeli posiadasz podobny ,,wehikuł,,- a nawet jeżeli nie posiadasz- i tak jesteś teraz  we właściwym miejscu i,,Właściwej Przestrzeni,,

 

mail: elpolaco62@o2.pl

 
     
   
 
Zdjęcia
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Najnowsze zdjęcie.
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
To moje zdjęcie z czasów studiów w Krakowie. 25 lat temu...
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Zdjęcie z jednego z koncertów mojego zespołu ,, Big John & The Rockets,,
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Meteory w Grecji
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Mogłem tam dalej pisać ikony...?
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Jest tam autentycznie PIĘKNIE!
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
To zdjęcie z ostatniego pobytu w Grecji. Miejscowość Kokino Nero. Cudownie tam!
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Plaża w Kokino Nero.
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Tawerna w której najczęściej jedliśmy posiłki.
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Źródełko z czerwoną, leczniczą wodą. Kokino Nero znaczy czerwona woda.
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Kokino Nero to chyba jedyne miejsce w Grecji gdzie jest tyle zieleni...
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
To zdjęcie zrobiliśmy w pracowni (i sklepie) prowadzonym przez małżeństwo Polaków (Meteory)
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Nafplio ,,nafaszerowane,, grotami i ,,uchami igielnymi,,
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Uliczki są przepiękne! To tylko jedna z nich...
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Piękno barw i zapachów zniewala!
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Nafplio nasycone Szopenem... Choć to nie wierzby.
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Dażbóg ze Swarożycem i Tarczą-Słońcem (autor: Klimenko)
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Lyrkia - Grecja. Tam studiowałem pisanie ikon.
 
     
   
 

Galeria obrazów , grafiki  i ...parawanów.

 

 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 
Grafika
 
     
   
 

Przemyślenia i naświetlenia...

,,Gra w Klasa,,

 Chciałbym na chwilę przystanąć... Znaleźć to miejsce hamowania,
trochę zielone i trochę różowe. Bo nie ma źle zestawionych kolorów
kiedy nie ma kłamstwa. Widzisz, znowu piszę ikonę. Degustuję wzajemne
relacje barwnych linii na płótnie opasającym Świętego Człowieka. Jestem jak w
transie. Tło okraszam  złotem, oddzielając strefę chłodu od gorąca.
Materii od Świata Subtelnego. Pisanie ikony jest wydobywaniem koloru i formy z
Absolutu... Podobny wymiar mają doznania, którymi zostałem doświadczony
w trakcie pewnej podróży.Całe życie pragnąłem odwiedzić Grecję nie
wiedząc, czego mam się spodziewać i czego szukać. Kiedy już się tam
pojawiłem, odkryłem ikonę i prawdziwe Życie.
Stało się to w dniu, kiedy było jutro. Wiele razy podejmowałem próby
żeby to opisać, zawsze jednak byłem nie dość spóźniony ciesząc się
jednocześnie z tego, że cierpienie jest dopiero przede mną. W końcu jednak
mnie dopadło i wtedy w pokorze przyjąłem podarowaną mi rzeczywistość i
uznałem ją za jedynie prawdziwą. Swoją przygodę rozpocząłem w pociągu
z Aten do Argos. Ateny były krótkim przystankiem w drodze do Dalamanary, małego miasteczka leżącego dwa kilometry od wspomnianego wcześniej Argos. Teoretycznie Dalamanara była tym punktem docelowym, miejscem znanym mi z poprzedniego pobytu.Choć na pierwszy rzut oka nie wyglądała jak oaza dla zagubionego wędrowca (jakim się czułem), nie była nawet fatamorganą, jednak dla mnie stanowiła wartość bezcenną.Coś, o czym śniłem w Polsce.
W stolicy Grecji spędziłem kilkanaście godzin błąkając się po dzielnicy w pobliżu dworca kolejowego. To wystarczyło, by poczuć kosmopolityczny charakter tego miasta, a co za tym idzie - jego nijakość. Pociąg do Argos odjeżdżał późną nocą. W środku było mało osób, a ja jak na ironię usiadłem w wagonie zajmowanym przez jakiś małolatów z Polski. Z początku nie przeszkadzała mi ta sytuacja, nawet bawiła mnie ich nieświadomość faktu, że rozumiałem wszystko o czym mówią. Do czasu jednak, ponieważ dosiadł się do mnie pewien Amerykanin. Wtedy ich uwaga skupiła się na nas.Nazywał się Michael Wilson, pochodził z Kaliforni i był studentem jakiejś filmowo-
-artystycznej uczelni. Przyjechał do Europy z grupą ludzi ze swojego roku na półroczny plener. Popijaliśmy ,,krasije’’ rozmawiając o sztuce, muzyce, filmie - - oczywiście na ile pozwalał mi mój angielski. Puścił nagranie z muzyką, jaką robił. Bardzo ciekawa. Wybierał się właśnie do Nafplio, ukochanego przeze mnie miasteczka położonego nad brzegiem morza, które często odwiedzałem podczas ostatniego tu pobytu. Poprosił, żebym opowiedział mu trochę o tej miejscowości. O czymś,co jest tam interesującego i co mogłoby pojawić się w jego filmie, do zaprezentowania którego zobowiązuje go po powrocie uczelnia. Przypadek sprawił, że miałem przy sobie wydrukowane grafiki komputerowe, dawno temu zrobione. Na jednej z nich była zmodyfikowana stara francuska rycina przedstawiająca człowieka w pozycji kwiatu lotosu, z zaznaczonymi na ciele czakrami. Przez środek postaci z obrazu przebiegała zrobiona przeze mnie niebieska linia, która łączyła je wszystkie . W ten sposób zilustrowałem sytuację która przydarzyła mi się na molo w Nafplio. Pokazując mu tę grafikę, zacząłem opowiadać historię której dotyczyła.Molo zbudowane z potężnych skalnych bloków dzieliło się z zatoką przestrzenią udostępnioną do zagospodarowania. Dalej zaś ciepłe, szmaragdowe morze oblegało góry posypane odrobiną śniegu, stanowiąc niezwykłej urody harmonię.Tam właśnie rozłożyłem swój kram z farbami akwarelowymi. Tam też pierwszy raz zaobserwowałem w pełni niebieską linię. Oddzielała morze od zatopionego w nim skalnego urwiska. Dwa zjawiska doskonale już ukształtowane, nie podlegające krytyce. Była muzą dla mej duszy, esencją życia. Siedziałem na najdalej wysuniętej w morze części molo i oszołomiony wpatrywałem się w jej piękno. Nie byłem w stanie niczego namalować. Obdarzony tą wielogodzinną kontemplacją, nie wiedząc kiedy - usnąłem. Leżałem smagany ciepłym wiatrem znad morza i ciepłym snem z podświadomości. Dokładnie w chwili kiedy otworzyłem oczy, niebieska linia połączyła wszystkie moje czakramy, a uczucie jakiego doświadczyłem zakotwiczyło się w mojej duszy, stając się nośnikiem późniejszych niebywałych doznań. Ten moment zadecydował o dostrzeżeniu przeze mnie  nie widocznej do tej pory strony rzeczywistości. Michael wysiadł z podarowaną grafiką. A ja, choć powinienem zrobić to samo,przegapiłem Argos i pojechałem 50 km dalej do Tripoli.Intuicja którą posądza się zwykle o podpowiadanie rozwiązań tym razem sprawiła, że dałem się ponieść przypadkowi, lub jak kto woli-przeznaczeniu. Grupa wspomnianych wcześniej Polaków stawała się coraz bardziej nieprzyjemna i pojawiające się komentarze sprawiły, że przeniosłem się do następnego wagonu.Usiadłem na pierwszym wolnym miejscu nie miając już siły nosić dalej ciężkiego bagażu.To był drugi dzień i druga noc w podróży i odczuwałem to mocno.
Rzuciłem rzeczy i siebie na siedzenie, czując błogie odprężenie. Spojrzałem na osobnika siedzącego naprzeciw mnie. Czarnoskóry mężczyzna przypominający urodą aborygena australijskiego, wpatrywał się we mnie bacznie. Wyglądał na podekscytowanego. Myślałem, że może przeszkadza mu mój kolor skóry. Tyle ostatnio mówi się o zamieszkach na tle rasowym, a to pewnie z powodu braku innych tematów medialnych. Wtedy nie było ,,nawet’’ wojny w Iraku, a o czymś trzeba pisać. Starałem się jednak nie okazywać niepokoju. Ubrany był po europejsku, co nie odbierało mu klimatu tajemniczości i obrzędowości. Nie mogę sobie przypomnieć momentu kiedy rozpoczęliśmy rozmowę, ale od samego początku przebiegała bardzo przyjaźnie, a dotyczyła tematu przechowywania Wiedzy i umiejętności z niej korzystania. Bóg dał nam ludziom życie nie po to, byśmy podobni zwierzętom zawężali swoje zainteresowania do jedzenia i prokreacji. A także wiedzę którą posiadamy traktowali nie jako instynkt jedynie, lecz za przykładem naszych Braci Aniołów korzystali z niej właściwie, dążąc do osiągnięcia Doskonałości podarowanej nam przez Najwyższego. O kurcze!Taki był ogólny sens tego, o czym rozmawialiśmy. Oczywiście przedstawiam go w sposób zrozumiały dla świata w którym ja żyję.Przypuszczam,że mój rozmówca posłużyłby się innymi porównaniami, niemniej jednak sama treść rozmowy ,,powodowała,, ,że doskonale się rozumieliśmy.
-Zostałem wysłany przez starszyznę wraz z kilkoma innymi, do odszukania człowieka mogącego rozszyfrować pewną treść , która od niepamiętnych czasów przekazywana jest potomnym-powiedział. Ty możesz okazać się tym człowiekiem. -Ale ja jestem biały-tak zabrzmiała pierwsza moja reakcja na to co usłyszałem.-To nie ma znaczenia-odpowiedział. A co tak naprawdę ma-pomyślałem. Nie jestem rasistą, ale czy przynależność do danej grupy nie determinuje twojego życia? Oceniałem wówczas wszystko kategoriami żałosnego człowieczka, zapatrzonego w tak zwaną ,,rzeczywistość’’ i poddającego się biernie stworzonej przez głupców atrapie życia. Nie wiedziałem wtedy, jak wpłynie na mnie to spotkanie i jak bardzo mnie zmieni. Zapytał, czy mógłbym postarać się wyjaśnić znaczenie tego, co za chwilę usłyszę. Mogłem posłużyć się rysunkiem(skąd wiedział, że jestem malarzem...i mam przy sobie odpowiednie akcesoria?) lub dowolnie wybraną inną formą. Zgodziłem się,traktując to bardziej jako zabawę niż ważne doświadczenie, jakim się później okazało. Wyjąłem z plecaka szkicownik i ołówek. Myślałem wtedy-pewnie zacznie opowiadać jakieś barwne przypowieści z przeszłości swojego plemienia.O tajemniczym głazie, który raz w roku przemieniał się w piękną kobietę, wabiąc młodzieńców na pustynię i zamieniając ich w skały o kształcie fallicznym-lub tym podobne bzdury. Może mogłoby to wzbudzić większe zainteresowanie niż opisywana w tej chwili historia, jednak pozostanę przy prawdzie i doświadczeniach z moją rzeczywistością.
Czy prawda musi ciągle być czymś czego należy się wstydzić, a kłamstwo drogą do osiągnięcia celu. Cel-być tak nie wartym życia. Życie zaś być pozbawionym prawdy. A wstyd-oderwanym od rzeczywistości. Czy jest coś o czym wolałbym nie pisać?Jest. Jak cholera jest! To co ten gość wydobywał ze swojego wnętrza powaliło mnie i pozostałych pasażerów na kolana...
Zapewniam, że nie miało to nic wspólnego z moimi wcześniejszymi wyobrażeniami na ten temat.Był to około dwudziesto minutowy dźwięk o zmiennej modulacji i niespotykanej skali, niepodobny do niczego co dotąd słyszałem.

Znaleźć to miejsce hamowania...
Trzech władców z krainy Gór, Nizin i Wód spotykało się pod drzewem rodzącym owoce, których skład jest doskonałą równowagą pomiędzy wymienionymi wyżej stanami umysłu.Góry-w sposób bezwstydny odsączają z Absolutu jego piękno. Często też spółkują z innymi wymiarami, co widoczne jest również obecnie. Nie nam jednak to oceniać. Niziny-pozornie harmonijne i ustatkowane, tętniące kolorami kwiatów, nastawione są na samogwałt. Bez specyficznych atrybutów którymi są obdarzone, pewnie ,,straciłyby pracę’’. Wody-najmniej czerpiące z Absolutu, bywają najbardziej wymagające.Chyba nie powinienem już więcej używać porównań odnoszących się do seksu, więc powtórzę tylko, że Wody są najbardziej wymagające...Nie udało się. Bardzo śmieszne!
Tak oto ci trzej (bezpłciowi) władcy rządzili przysługującą im przestrzenią.Byli wolni od konieczności wyboru.Mieli za to możliwość bycia sobą, wręcz obowiązek, gdyż jakiekolwiek odstępstwa od tego stanu spowodować mogłaby poważnej natury problemy. Ale czy jest powód dla którego trzeba by było zmieniać to co istnieje, wprowadzając jakieś rewolucyjne posunięcia?Jedynie ryzyko, które podobnie jak hazard (z jednej matki pochodzące) mogłoby pchnąć ich ku zagładzie.Oni jednak wolni od wszelkich uzależnień-tęchli.To właśnie władca Gór dostarczał drzewu minerały stanowiące o jego sile, oraz wynosił jego piękne kształty najbliżej jak to możliwe ku Słońcu, by czerpało z Ducha Życia.Słońce stanowiło bowiem soczewkę, która dzięki potężnej Dobroci wyświetlała na ich krainę obraz Doskonałości Wszechrzeczy.Władający Nizinami zaopatrywał drzewo we wszystkie niezbędne mu składniki odżywcze aby to, co później z takim smakiem pałaszowali, godne było ich podniebienia. Na koniec Wody-choć pokonywały najdłuższą drogę, a ich wyobraźnia często powodowała drażniące pozostałych konsekwencje-wnosiły w tę całość nie podlegające dyskusji dary, będąc zarówno nośnikiem wiedzy o tym co ich otacza, jak również kodem życia, czy też - fraktalem.  Dzięki ich wspólnemu staraniu drzewo stało się okazem piękna i żywotności. Idealnym miejscem, gdzie mogli zaspakajać swoje władcze instynkty i upajać się kanibalizmem.Zajadali bowiem własne płody. Jest jednak jeszcze jedna rzecz która ich łączyła, a którą każdy z nich ukrywał przed drugim,by stan błogości i beztroski w którym się pławili nie doznał uszczerbku.Jest nią księga--nadprogramowy owoc drzewa. Każdy z nich korzystał z niej w ukryciu.Księga owa choć nie posiadała tekstu zawierała treść,która mieściła się na-niezwykłej w formie-okładce. Gdyby nie ta jej specyfika, władcy nie byliby w stanie jej otworzyć i z niej skorzystać. Nie potrafili bowiem czytać, nie z powodu ignorancji czy braku świadomości, lecz po prostu z braku konieczności.Odczuwali jednak potrzebę posiadania książki i to właśnie powodowało, że ją widzieli. Ich tryb życia, ,,dieta’’ jaką stosowali, ale co najważniejsze cel dla którego zostali stworzeni, dawał im dodatkową szczególną umiejętność. Dzięki niej właśnie zwani byli Władcami .Potrafili wizualizować wszystkie swoje myśli, które w stworzonej przez nich formie zmuszone były trwać dopóki nie zechcieli tego zmienić. Wszystko o czym pomyśleli pojawiało się obok nich.My nie musimy, oni jednak taką mieli nadzieję i wizję przestrzeni którą władali. Wypowiadając słowo lub tworząc myśl doprowadzali do pojawienia się niezwykłej urody form, nasączenia obiektów, niczym z  narko-hipnotycznej wizji.Choć zdawali sobie sprawę, że to jedynie cienie prawdy, beztrosko zabawiali się nimi zapominając o przyszłym dniu swojego upadku.Książka wyłaniała się czasami z pnia drzewa i w zależności od tego, kto z ich trójki siedział zwrócony do niej twarzą, ten był jej czytelnikiem i pisarzem zarazem.A dlaczego pisarzem? Otóż książka posiadała jedynie puste stronice-oprócz wspomnianej wcześniej okładki. I to, co dzięki swym umysłom zapisywali w niej czytelnicy w trakcie przerzucania kartek,ukazywało się później w formie treści (wiedzy) na okładce.Jednak nie tylko tym przyciągała wzrok.Tutaj właśnie napotykam na problem, jak bowiem opisać mam ich doznania pochodzące z książki której nie napisano, treści której nie stworzono. W ogóle, to nie siedzę pod tym drzewem. A nawet gdybym siedział, czy byłbym zwrócony do niego twarzą? Ale ja widziałem tę okładkę! Może spróbuję opisać to, jakie na mnie zrobiła wrażenie.Później zaś pozwolę moim trzem bohaterom bym mógł się do nich przysiąść i do tego wszystkiego tak, żeby moja twarz zwrócona była na drzewo. Zobaczę księgę i postaram się opowiedzieć to, czego oni doznali. Nie mogę przecież pominąć tak ważnej kwestii. Proste!
Oto w jaki sposób dostąpiłem możliwości oglądania okładki o której mowa.
Działo się to w jednym z zakonów na południu Europy w czasach średniowiecza.Ale od początku! Urodziłem się w roku 1113 w bardzo biednej,wielodzietnej rodzinie pasterza owiec.Obie te okoliczności sprawiły, że nie byłem tam zbyt mile widziany i coś trzeba było z tym zrobić. Matka długo broniła się-a co za tym idzie również mnie-przed pomysłem ojca, bym odciążył rodzinę i udał się na służbę .Sprawa otarła się również o tak zwane obowiązki małżeńskie, co doprowadziło mojego ,,jurnego’’ ojca do furii. Pozostawał jednak nie ubłagany. Trafiłem  więc do najbliższego zakonu i wypiekałem tam chleb dla współbraci. Cudowne i szlachetne zajęcie, gdyby nie trzeba  było wstawać ...tak wcześnie. Pewnego dnia wtargnął  na teren zakonu ,,obcy,, i w trakcie pogoni za nim, otrzymałem cios jakimś ciężkim przedmiotem. A w chwilę później - nastąpił wylew krwi do mózgu. Mimo tego, że zmarłem w tak kiepskich okolicznościach, zgodziłem się na powrót do  ŚWIATA MATERII  raz jeszcze ... Osoby które były świadkiem tego incydentu w wyżej wymienionym zakonie , proszone są o kontakt pod numerem telefonu 503041957. Anonimowość zapewniona! Tak więc odszedłem w 1142. a powróciłem 1962. To była długa DROGA.Chyba się jednak przeliczyłem co do chęci zmian w tym świecie.A pytanie przecież padło: ,,czy napewno chcesz wrócić,, To nie taka prosta decyzja. Nie ma sensu w tej chwili wymieniać poszczególnych fragmentów zła z  jakim na codzień żyjemy. Mimo tego, że stykamy się z nim  w tak oczywistych i przejrzystych wcześniejszych przekazach, pozostajemy Duchowymi głupcami nieczułymi na Miłość. Ale dla nas ,,duchowy piorytet,, to napletek  lub  koszyk ze święconkami, oraz sekty które wyciągają od nas pieniądze i wpędzają w stan uzależnienia  duchowego lub nawet fizycznego...A to przecież każdy i każda z nas  jesteśmy ŚWIĄTYNIĄ ! Nie wiem jak Wy , ale ja potrzebuję pomocy ze Świata Subtelnego ,a nie od  cwanych skurwieli żerujących na NASZYCH DUSZACH. Sakrum to Sakrum, a profanum to profanum.

W Dalamanarze postanowiłem, że się z tym wszystkim co wcześniej zobaczyłem pożegnam. Poszedłem do Argos , a  tam wspiąłem się na najwyższą górę. Zdjąłem wszystko co miałem na sobie , usiadłem i czekałem... Trwało to wiele godzin. Czułem się trochę jak Stylita z Antiochii. Widziałem wiecej niż inni, ale miałem w pogardzie to co widzę...Nie przewidziałem jednak tego, że po drugiej stronie wąwozu  gdzie próbowałem ,,pozbyć się  problemów,, jest żeński zakon! Mam nadzieję, że zakonnice miały jedynie lornetki, a nie lunety...!A broń Cię Panie Boże mikroskop!!! To odwieczny problem facetów...Ale i tak jesteśmy fajni!

To obsesja-pomyślałem. Prześladuje mnie jakaś niebieska linia.Gdziekolwiek jestem i ,,cokolwiek,, jestem, zawsze jest ze mną.Pewnie są tacy którzy (chętnie i bez problemów) byliby w stanie wyjaśnić fenomen owej linii. Oddzielić fikcję od rzeczywistości, a później ponownie wymieszać je w tyglu, gdzieś głęboko w lochach podświadomości. Ale to przecież nie alchemia! Niebieska linia wymyka się jednak z grona znanych mi fobii. Ciągle biegnie i robi to najczęściej wzdłuż mojego Astralnego Ciała. Pytałem wielokrotnie ludzi, czym ona tak naprawdę jest. Brak odpowiedzi...Myślę,że każdy w swoim życiu choć raz spotkał się z sytuacją, kiedy doświadcza czegoś czego nie doświadczyli inni. I to jest chyba główny powód tego, że tak często czujemy się samotni.

Moja pierwsza poważna decyzja, by wyznać miłość.Hiszpania. Nie udało się i myślę, że to nie tylko zbieg okoliczności. Zawsze  ceniłem Wolność i Niezależność. Jak również zawsze  wędrowałem ,,Po Świecie,,.Może jednak czas to zmienić. Zawrzeć ugodę z życiem i tym co mi oferuje, nie szukając ciągle nowych doświadczeń. Pocałować Przypadek , zgwałcić Teraźniejszość i POZWOLIĆ  zniewolić się Przyszłości. Izokefalia myśli z fotochromem w tle...Bo boimy się Słońca wskazującego na Doskonałość Wszechrzeczy.Jak również myśli biegnącej w Doskonałej Symetrii, dzięki LINII która jest NIEBIESKA! Byłem jak zwykle dobrze przygotowany.Czyli brakowało mi naczynia na wodę i samej wody(!), żeby w połączeniu z farbą - zachlapać papier akwarelowy.

Tak bardzo chciałem namalować to co zobaczyłem, że zrobiłem pędzlem dziurę w papierze ...Oczywiście akwarela w tym momencie ,,przestała istnieć,, Ale ja NIE! Mimo, że mam 191cm wzrostu (jednak !) poczułem się trochę WYŻSZY! Czego i Wam życzę! Bo zasługujemy na ogromny SZACUNEK Wszechświata...w którym żyjemy!

Siedzę w knajpie,, New Jork,, conajmniej z dwóch powodów.(1) Piwo  (2) oberwanie chmury, a padający deszcz wyzwolił we mnie dodatkowo chęć skorzystania z toalety. Dobra ! No to(3) ! Czytam ,, Tako rzecze Zaratustra,, bo usłyszałem jego znamienne: ,,co Cie nie zabije to Cie wzmocni,, Ale do cholery nie rozumiem jednego !? Nikt mnie jeszcze nie próbował zabić (nawet Niemiec), wiec dlaczego ja ciągle nie odczuwam wzmocnienia...? Czyżby dlatego? No to może czas umrzeć!? Oddać ,,pole do popisu,, innym mnie podobnym debilom. Jak myślicie? Co Wy byście zrobili!? Wolność czasami po to jest... żeby z niej ,,nie korzystać,,. Bo PRAWDZIWA WOLNOŚĆ właśnie na tym polega. O siebie walczę ze sobą , o innych- z innymi...

Niesamowita ulewa. Wyprawa kajakowa staje pod znakiem zapytania. Woda jest wszędzie, ale nikt nie panikuje. Trwa wręcz sympatyczna zabawa. Będzie lepiej! Po deszczu świat wspaniale wygląda. Stał się czysty i zielony.A to wszystko działo się we mnie...Wystarczyło wrócić do źródła-dosłownie i w przenośni-nachylić się nad studnią raz jeszcze by obmyć ciało i ponownie zasiąść przed Księgą Wiedzy. Bo nasza Wolność i Prawdziwa Siła, to także umiejętność słuchania w nieskończoność tego, co już od dawna wiemy. Naprawę to nie ma nic. Drzwi skrzypią już ,,od tyłu,, a jeżeli KOGOŚ KOCHASZ (!) i nie powoduje to Twojej śmierci to znaczy, że możesz z tym żyć. I tak trzymać!!!

Mnisi Buddyjscy doznawali Oświecenia wykorzystując trzęsienie ziemi. Teraz stosuje się do tego celu pralkę automatyczną. Pewnie bywaliście w Londynie. Może nawet w dzielnicy  Streatham...A może nawet kupowaliście u Hindusów ,,karty do urzadzeń na energiię,, ku światłu! No to macie tak samo ,,przechlapane,, Ale warto WALCZYĆ!!!

Schodziłem tą drogą, którą WCHODZIŁEM. Nigdy w życiu nie pomyślałbym , że wtedy może przydać mi się kajak...Rwący potok porywał wszystko na swojej drodze. Ale też i na mojej ...! I wtedy pomyślałem-niech się ,,rwie,, gdzie indziej! Byliście w Sandomierzu?Jest tam  przepiękny ,,wąwóz Św.Jadwigi,, Ja jestem chyba trochę ,,pechowy,, bo kiedy skoczyłem ze skarpy tego wąwozu (powstałego-- jak by nie było- z biegu rzeki) pod moimi stopami  pojawiła się woda...Ale z drugiej strony przydała się bardzo ! Do kolejnej próby namalowania akwareli , której nie udało mi się stworzyć wcześniej. Tym razem papier nie miał już dziury, a pędzel zachował swoją szczecinę. Akwarela wisi u pewnego Greka, od którego wynajmowałem dom w małej miejscowości Lyrkia. Tam  studiowałem pisanie ikon w prywatnej pracowni greckiej nauczycielki o imieniu Kostadina. Ale zanim do tej miejscowości dotarłem, przewędrowałem ,,kilometry materii i kilometry Ducha,,

Szukałem już - wracając do czasów dzieciństwa - jakiejś sytuacjii, która potwierdziłaby i  wytłumaczyła obecność linii, lub wręcz potwierdziła jej spójność ze mną. Odwiedziłem nawet pewnego szamana. Niedaleko... Szamani kojarzą się nam z określonymi miejscami lub określonymi sytuacjam, ale tak naprawdę są wszędzie i zawsze są w ,,stanie gotowości,, Był jedynym, któremu mogłem zaufać. Historia naszego poznania sięga odległych czasów. Czy ktoś inny byłby w stanie określić czasoprzestrzeń w której osiąga się stan poznania. Znikające bez śladu przedmioty z pomieszczenia, w którym od dawna przebywa się samemu. Nikt inny nie mógł ich dotykać, a jednak przepadły.W jakiej przestrzeni są teraz, kto jest ich obecnym właścicielem. W którym z czasów i miejsc doszło do spotkania z moim Dobrym Szamanem-nie powiem.Ale wtedy  czułem zapach liści laurowych, pieprzu i mocną woń żywicy. Wydzielał go ogromny krzew który swoimi rozmiarami próbował doścignąć Wszechświat.

Nie mogłem uwierzyć że to możliwe i uwierzyć, że to nie możliwe.Nic bowiem z tego krzewu który chcemy zobaczyć, usłyszeć lub powąchać-nie może nam się spełnić. Nasze nadzieje i marzenia- nawet jeżeli się uzewnętrzniają-zawsze popadają w nicość. Słusznie pielęgnuje się twierdzenie, że tylko Miłość przetrwa na zawsze! To właśnie usłyszałem z ust szamana...Rzekł mi jeszcze jedno słowo w mojej sprawie. Ono jednak nic nie zmieniło w moim Życiu , bowiem spotkanie z szamanem ma wymiar równy Śmierci. Sprawia wrażenie końca, ale tak naprawdę jest dopiero początkiem.Jego słowo zmieniło kierunek niebieskiej linii i nadało jej czystość barwy.

Zawsze martwę się mijając osoby z ,,szarą aurą,,Czy zdają sobie sprawę z tego co je za chwilę spotka. Ale nie mogę przecież podchodzić za każdym razem do obcych osób na ulicy i pytać: jak się czujesz...Ja mam to szczęście, że moja linia jest ciągle niebieska , a aura ,,jasna,, Nie jestem jeszcze Dobrym Człowiekiem, ale staram się żeby to nastąpiło.

Był i rzekł w mojej sprawie...

Tak znaczące sytuacje jak ta zdarzały mi się kilka razy... TERAZ MUSZĘ PRZERWAĆ NA SPAKOWANIE PLECAKA. JADĘ PONOWNIE DO GRECJI. METEORY...ZDJĘCIA OBOK! Wracam 15.06.2010! Czy to nadmierny optymizm...? POZDRAWIAM! PISZCIE!!!Czuje się teraz jakbym uderzał w struny Nieskończoności...

Wróciłem... do kolejnej tak zawnej rzeczywistości. W tym czasie tu w Polsce odeszła moja następna znajoma z ,,szarą aurą,, Są to sytuacje nie do opanowania, nie do ogarnięcia...Wróciłem dzisiaj w nocy, myślę więc trochę abstrakcyjnie i nazbyt emocjonalnie, co nie przeszkodzi mi w przyszłości  opisywać  Piękno tego Świata z  jego Nieskończoną Doskonałością.

 Niebieska linia zawsze była w centrum mojej uwagi. Jedno z pierwszych spotkań z nią pamiętam z wczesnego dzieciństwa. Miałem wtedy może 5 lat.Zabawa dzieci w ,,policjantów i złodzieji,,Byłem często ,,złodziejem,, choć nigdy tego nie akceptowłęm. Wróciłem wtedy do domu brudny, na wszelkie sposoby brudny.Czułem jakbym stał za murem oddzielającym dwa światy-tak sobie to wtedy wyobrażałem.Mur oddzielał wspaniały sad z boskimi owocami pachnącymi niebiańską słodkością, od ulicy pełnej ludzi z ich smrodami. Czułem, że muszę wrócić tam gdzie moje miejsce. I w tym momencie zostałem zauważony przez policjanta.Rzuciłem sie do ucieczki w głąb sadu.Przerażony wyczuwałem blislość pościgu. Wiedziałem, że za mną biegnie też dziewczyna z sąsiedztwa. Jej zapach zawsze mnie intrygował. Był świeży i kojący.Czysta doskonałość. W pewnym momencie poczułem nieprawdopodobną falę przyjemności.To był mój pierwszy orgazm...Pojawił się niezależnie ode mnie i miał charakter...niebieskiej linii. Stanąłem w miejscu chłonąc tę rozkosz.

Gdy wasi przywódcy powiedzą wam: to królestwo jest w niebie, wtedy ptaki niebieskie będą pierwsze przed wami. Gdy powiedzą wam, że ono jest w morzu, wtedy ryby będą pierwsze przed wami. Ale królestwo jest tym, co jest w was i tym, co jest poza wami. Skoro poznacie samych siebie, wtedy będziecie poznani i będziecie wiedzieć, że jesteście synami Ojca Żywego. Jeśli zaś nie poznacie siebie, wtedy istniejecie w nędzy i sami jesteście nędzą.

Kiedy odwróciłem się w końcu w stronę pogoni otrzymałem policzek w twarz (no bo w jakie inne miejsce może być zadany policzek...) W pewnym sensie doświadczyłem inicjacji. Za rozkosz musiałem zapłacić. Ogród funkcjonował jeszcze długo. Tam odbywały się nasze ,,orgie radości i szczęścia,, skrywane skrzętnie przed dorosłymi. My dzieci władaliśmy tym skrawkiem ziemi totalnie! Wszystko to co się tam działo, było dziełem wolnych od brudu istot. Rozkosz przebywania tam i uczestnictwa w spotkaniu z braćmi i siostrami nadawała wówczas sens istnieniu.

Musiałem opuścić Dalamanare. To zaczyna mnie zastanawiać, jak często staję się dla debilnych ludzi ,,kozłem ofiarnym,, Ja to doskonale widzę, ale najczęsciej nie reaguję-no chyba że ,,zahacza to także,,o moich bliskich. Wtedy nie przebieram w środkach. W Dalamanarze pojawiła się grupa do pracy przy zbiorach w  sadach pomańczy. Były to 3 autobusy pełne młodych ludzi z Polski. Okazało się, że nie mają gdzie spać, a o pracy nie ma mowy...Mafia tu w Polsce wzięła ,,kasę,, i zostawiła ich ,,pod opieką,, jednego osobnika. Wszyscy szemrali, że i on należy do całego tego gówna, ale nikt nie odważył się głośno mu o tym powiedzieć. No więc ja w swojej naiwności wstawiłem się za nimi i słownie starałem się wymusić na nim jakąś reakcję na tę sytuację. Musiałem jednak wyjść z nim na zewnątrz, gdzie on (ćwiczył jakieś sztuki walki)  wymusił na mnie powstrzymanie się przed normalnym jedzeniem przez cały miesiąc. Zwichnięta szczęka... Ja jestem pacyfistą i nigdy się nie biłem. Panu Bogu dziękuję też, że uniknąłem wojsko.  Obolały wstałem wcześnie rano, spakowałem rzeczy i pieszo powędrowałem do Inachos(3 km dalej) gdzie mieszkali znajomi Bułgarzy. Takiej atmosfery jak w Dalamanarze dłużej znieść nie mogłem.

Ten krzew to była wizualizacja członków rodu Bogów Słowian: Strzybóg, Stryja, Pogwizd, Pođwist, Dyj-Poświściel. To był 3 metrowej wysokości krzak konopi.Żywy atrybut wyżej wymienionych.Czy wiedzieliście jak niesamowicie bogata jest nasza Słowiańska mitologia!? Kiedy pierwszy raz zetknąłem się z tym ,atrybutem,, sam nie miałem pojęcia o ogromie Wiedzy ukrytej w każdym ,,mikronie materii i Ducha,,. Dotarłem do Inachos. Wszyscy jeszcze spali, ale na szczęście drzwi były otwarte. Upał , nawet o tak wczesnej porze , bywa w Grecji  wyjątkowo uciążliwy jeżeli nie ma się klimatyzacji. Bywało, że wystawialiśmy na noc do sadu z drzewami pomarańczy nasze łóżka. I liczyliśmy -zamiast przysłowiowe owce czy może barany-światła przelatujących nad nami samolotów. I zasypialiśmy...

Spotkałem pięknego motyla. Zapytałem: czy jest sens być przez jeden dzień szczęśliwym, lub nieszczęsliwym...

Byłem kiedyś przypadkowo świadkiem polowania, tu w Polsce. Piękne lasy, cisza, wspaniałe zapachy przyrody...i nagle nagonka. Ludzie z jakimiś hałaśliwymi narzędziami, krzyczący z całych sił. Po przeciwnej stronie ja i przestraszone zwierzęta, które w popłochu starały się znaleźć najlepszy kierunek ucieczki, biegnąc to w lewo to w prawo.Być może to przerażenie jakie udzieliło mi się wtedy w jedności z tymi bezbronnymi stworzeniami spowodowało, że i ja stałem się wiele lat później ofiarą pewnej ( zupełnie innej ) nagonki. Teraz to opiszę. Inachos przywitało mnie zapachem pomarańczy, bo dom stał niemal w centrum sadu.Po przebudzeniu,  przez okno zobaczyłem orzeźwiający moje oczy i zmysły widok soczyście pomarańczowych owoców, na tle soczystej zieleni liści. Jestem pewien, że każdy z nas posiada wystarczające Magazyny Piękna, by przyjąć  dostawę ,,Olśnienia,, Dla mnie ten widok był kolejną ,,dostawą,, którą ułożyłem na górnej  półce , idąc głównym korytarzem , pierwsza w lewo i 3 segment, to tam. Ale wcześniej proszę zaopatrzyć się w drabinę u pani z administracji, jak również w kapcie uniemożliwiające poczucie bycia człowiekiem....Dawno nie byłem na Wawelu. Czy te bestialskie praktyki zakładania kapci w muzeum pozostały w modzie? Ale nie  mogę się powstrzymać przed opisaniem jeszcze bardziej głebokiego doświadczenia (jesteście w o tyle lepszej sytuacji, że możecie się powstrzymać przed czytaniem tego... proszę nie róbcie tego!). W bardzo upalny dzień, na półwyspie Peloponez, a dokładnie w miejscowości Nafplio (zdjęcia obok) usiadłem na ławce przed nieczynnym już budynkiem dworca kolejowego. To znaczy on był czynny ,,ale inaczej,, Tam działała we wspaniałej przestrzeni, sala koncertowa i szkoła muzyczna dla dzieci. Okna były uchylone, a z wnętrza dobiegał Szopen...Walc cis-moll op. 64 nr 2 Nie znalazłem zdjęcia tego budynku, ale zamieszczam na stronie coś bardzo podobnego w klimacie. Jest to zdjęcie z aleją palm. Było tam też wiele drzew pomarańczy, które są w Grecji porównywalnie traktowane jak nasze dęby, lub kasztanowce. Jest ich wszędzie cała masa! Oczywiście masz ,,za darmoche pyszną wyżerkę,,! Jeżeli na przykład zapomniałeś zrobić  sobie kanapkę na drogę, zawsze możesz pochylić się nad  DROGĄ którą przemierzasz... i zjeść Soczystą Pomarańczę...

Tak zachowują się Narody szanujące swoich obywateli... Tak zachowują się obywatele szanujący swój Naród... Nikt nie powinien  pozostać ,,nienasycony,, na swojej DRODZE ! Dawno nie przeglądałem się w lustrze. Jakbym bał się tego co tam zobaczę. Oglądamy tysiące filmów, obrazów, rzeźb, czytamy setki książek,unikając spojrzenia w siebie. Ten strach jest bez sensu -  ja nie mam się czego wstydzić! A może właśnie tam dokąd uciekamy, tak naprawdę się widzimy. Jak Alicja z krainy czarów i po drugiej stronie lustra... 3+1=4  ale 4 to nie koniecznie 3+1...Przekonała się o tym królowa angielska czytając tę książkę Charlesa Lutwidge'a Dodgsona

Jeśli macie miedziaki, nie dawajcie ich na lichwę, ale dajcie temu, który wam ich nie odda.

Myślicie, że chodząc do kościoła, lub do zborów  debili, lub ,,szorując się w Gangesie,, doznajecie JEDNOŚCI Z BOGIEM...!? Miłej ,,zabawy w TAK ZWANĄ duchowość,,Nikt kto nie MÓWIŁ... nie USŁYSZY... 

Wzbierała we mnie chęć zmierzenia się z tym czego nie znosiłem .Ponieważ , jak wspomniałem w sekwencj :O mnie ... tak trochę- jestem zoografos,  ale geografos z efektami pisania ikon wzbudzał we mnie autentyczny wstręt.Musze tu zaznaczyć, że chodziło wyłcznie o warsztat malarski! A traktowanie przez pisarzy ikon ,,perspektywy,,  w swojej modlitwie doprowadzało mnie do szału! Bułgarzy o krórych wspominłem wcześniej, byli wspaniali , WYŁĄCZAJĄC Z TEGO GRONA jednego, który  był powodem nagonki na którą zostałem narażony.To jest WYJĄTKOWA HISTORIA... Opiszę. Mogłem dzięki wspomnianym Bułgarom zarobić trochę ,,kasy,, pracując przy zbiorze oliwek. Pojechaliśmy do miejscowości Titani.Ja nazywałem ją Titanik- bo można bylo tam totalnie ,,wtopić,, To straszna ,,wiocha,, ale z drugiej strony dokładnie to samo można powiedzieć o Warszawie, Londynie, czy Berlinie... Wiem, czepiam się. W Titani mieszkało  tylko 50 osób, ale za to 23 to byli Polacy.Można!!! Nie było tam żadnych sklepów, a zakupy zamawiało się w tawernie, dostawa następowała dnia następnego. Kiedy zarobiłem na tyle satysfakcjującą ilość pieniędzy, żeby spokojnie wrócić do Argos, z jednym z Bułgarów pojawiliśmy się na przystanku autobusowym,, ku opuszczeniu tego miejsca,, . Tu chyba trochę przesadziłem, bo tam nie było przystanku. Autobusy zatrzymywały się przed tawerną po to, żeby nadmiernie nie trudzić konsumentów wracających (z nie wytłumaczalnych powodów) do własnych domów. W ciągu jednego dnia były to 2 wyżej wymienione ,,obiekty,, zawne autobusami. Jak głosiły gminne wieści jeden z nich ,,pojawiał się o 9.30 drugi o 18.50. No i właśnie ten pierwszy był tak zmęczony, że nie przyjechał. Sasza- bo takie imię podał mój współpodróżnik Bułgar, zaproponował żeby przeczekać w tawernie. Ale przecież to cały dzień! Weszliśmy do środka. Zapytałem właściciela, czy są jakieś inne możliwości wydostania się z Titani!? Do najbliższej miejscowości (30 km) można przejść ,,na skróty,, pieszo. Serdecznie( !?) podziękowałem (fonetycznie-efharisto!)

Bardzo chętnie nawiązałbym kontakt z osobą, która podobnie jak ja  w pracowni ikon, poświęciła rok swojego życia na studiowanie tego czego nie znosi... Musiałem poznać z czego się składam. To czego nie lubię jest tak samo ważne jak to co KOCHAM .Mamy obowiązek poznać siebie. Bo jak nie...to ...dajmy sobie spokój z WSZYSTKIM!

Dotarliśmy do Argos o 5 rano... ale w pewnym sensie i tak mieliśmy ,,szczęście,,  Cudem ,,złapaliśmy stopa,, do Inachos , jednak tam okazało się, że dom w którym wcześniej mieszkaliśmy został wynajęty komuś innemu. I wtedy calą grupą pojechaliśmy do Lyrkii. To właśnie tam doświadczyłem Duchowego piekła i Duchowego Nieba. Myślę, że ten aborygen z Australii to właśnie chciał mi przekazać mówiąc , że jeszcze kiedyś się spotkamy.  Kolejna inicjacja. Nikt kto boi się złych mocy nie może nazwać się wierzącym w Pana Boga. Jest to bolesny etap na tej drodze, ale do momentu kiedy nie zaufasz własnej Wierze, zawsze będziesz nękany przez zło... Wydaje nam się, że wykonując czynności ,,liturgiczne,,  jesteśmy ,,lepsi,, Ale od kogo...!? Bo Istoty Subtelne mają nad nami nieodwracalną przewagę! W świecie materii możesz być lepszy (?) od sąsiada, kiedy twój samochód kosztował o 200 tyś. więcej niż jego, a żona ma dwa razy większy biust od żony sąsiadki ( tak to wygląda u ludzi, u których mózg przestał pracować , lub wogóle się nie ,,uaktywnił,,).

Sasza okazał się ,,naganiaczem,,.Z tą tylko różnicą, że on nie wystawiał zwierzęta  myśliwym, ale Dusze  Szatanowi...Wiem brzmi to niewiarygodnie!!! Gdybym coś takiego usłyszał, zanim osobiście tego doświadczyłem , uznałbym to za ...chore wizje niepoczytalnego człowieka. Doświadczyłem tego autentycznie! Rozmowy z Bytami Subtelnymi i Ogromna Radość z Wyzwolenia lub przynajmniej z wygranej bitwy... jest WSPANIAŁA!!!

Całe życie to próba oszukania własnego mózgu. Jedynego tak doskonałego ,,tworu,  będącego materią. Daleko nam do poznania niematerialnych wymiarów. Grupa Bułgarów z którymi wybrałem się do Lyrkii rozproszyła się, a ja pozostając odnalazłem pracownię pisania ikon .Svietlana z Litwy pisząca ikony w tamtejszej pracowni oraz Kostadina- Greczynka- do której owa pracownia należała, stały się moimi dalszymi ,,kompanami,, w podróży. 

Z bardzo prozaicznego powodu- jakim była nauka mycia pędzli - musiałem zrezygnować z myśli o...  Dażbóg-Pan wszystkich niebiosów, a więc władca gwiazd i niebieskich mostów, władca także niebieskiej zwierzyny i roślin Nieba. Włada Światłem Nieba (Zdjęcie obok). Pierwsze dni studiowania upłynęły mi na tej właśnie czynności. Kiedy na wejściu usłyszałem, że na początku muszę nauczyć się jak myć pędzle używane do pisania ikon  pomyślałem , że to jakiś żart.Ja po Studium Reklamy i po Studiach na wydziale artystycznym w Akademi Pedagogicznej w Krakowie mam się uczyć jak czyścić pędzle !? Ale to nie był żart...a jak się później okazało cenna wiedza. Znajdźcie sposób na wyszorowanie z farby pędzla, który ma tylko 5 włosków, których to absolutnie nie wolno dotykać palcami ponieważ się je powyrywa.

Jeżeli popatrzymy na świat dookoła nas, nie możemy nie dostrzec, że musi istnieć jakiś nadrzędny plan koordynujący jego nieskończoną złożoność. Jeżeli weźmiemy do ręki i przebadamy dokładnie jakąś żywą istotę, nawet najprostszą, jednocześnie musimy zdać sobie sprawę, że uporządkowana różnorodność każdej jej części jest zbudowana według złożonego określonego planu. Nauka bezskutecznie poszukiwała tych zasad organizacji, ale nigdy nie zostaną one odnalezione na planie fizycznym, ponieważ nie są fizycznej natury. Nie jest wrodzoną cechą atomów to, że układają się one we wzorcowe kompleksy żywych tkanek. Siła napędowa wszechświata oraz plan, na którym są zbudowane wszystkie jego części, należy do innej fazy niż nasz plan fizyczny, ma inne wymiary niż te trzy, do których jesteśmy przyzwyczajeni, a dostrzegalny jest w innych stanach
świadomości niż te, do których przywykliśmy.

W  Lyrkii (zdj. obok) wynająłem mały domek od sympatycznego , starszego już wiekiem , Greka o imieniu Barbadonis. Na ile to było możliwe, przemeblowałem całość i dodałem kilka środkowo europejskich elementów. Wracając do akwareli, z którą tyle perturbacji miałem, znalazła się właśnie u niego. Zobaczył ją u mnie i ku mojej radości zamówił dwie kolejne. Więc kolejny miesięczny czynsz miałem z głowy.

Lyrkia odświeżyła mi pamięć o,, Kronice Akaszy,, Nie poddaję się wobec tej Wiedzy w sposób niewolniczy, wręcz stawiam wobec niej moje głebokie Duchowe STOP! Mam swoją ,, Teorię zapachów,, krórą wypracowałem w ciągu całego życia.Wlasnie w Lyrkii osiągnęła apogeum. Jest w sposób przedziwny bardzo podobna do Teorii o Kronice Akaszy, z tą tylko różnicą, że nie wolno jej powielać ponieważ jest jak fraktal, tak naprawdę jedynym elementem...To co nazywamy ,,resztą,, - nie istnieje. Moja ,,Teoria zapachów,, jest tak głęboko indywidualna, tak nie poddająca się wszelkim regułom, że ociera się wręcz o przypadek. Mówię tu o sposobie  Przekazywania  Wiedzy, nie o Jądrze Wiedzy!

Kronika Akaszy jest swego rodzaju bankiem wszystkich myśli, zdarzeń i losów. To swego rodzaju kosmiczna pamieć do której osoby o zdolnościach parapsychninych mogą dotrzeć i czerpać z niej wiedzę. O istnieniu losu i przeznaczenia napisano bardzo wiele, o tym, że każdy człowiek ma wyznaczą swoja scieżkę którą kroczy. Koronika Akaszy jest kwintesencją przeszłosci,teraźniejszości i przyszłosci, wszystkiego co nas otacza. Zawiera bazę danych naszych emocji, uczucia myśli i naszego losu.
Zdania są podzielone na temat tego czy Kronika Akaszy jest fikcją czy prawdą ale w przypadku czegoś nieznanego i tajemniczego zawsze zdania bedą podzielone.

Teoria zapachu jest ,,prosta ,, jak wszystko co nas otacza. My -nośniki materii -lubimy sobie wszystko utrudniać i komplikiwać. Nawet nasz mózg (działający między Dchem a ciałem) stwarza nam spore problemy. Wyobraźmy sobie kwiat na łące. Przyzwyczailiśmy się, że on wydziela zapach wabiący pszczoły czy też inne owady, które zachęcone tym włśnie widokiem i zapachem , nasienie roznoszą dalej.Jak trudno  przekonać ludzi do wizji Jedności z Absolutem! Zapach tego kwiatu wydobywa nasze indywidualne pragnienie, bycia Sczęśliwym nośnikiem DOSKONAŁOŚCI. Generuje z Całości  sedno Piękna! To właśnie jest moja ,,Teoria Zapachu,,

,,Przyniosłem ogień na świat i oto podtrzymuję go, aż zapłonie,,- z Ewangelii według Tomasza. Kurcze(!) jak ja Uwielbiam Ludzi którzy tak Myślą!!! Dzięki Ci Panie Jezu. Wierzę i... Wiem!!! Dla wielu Ogień to tylko gwałtowne utlenianie. Tak o Ogniu myślą materialiści i ,,zbieracze złomowego gówna,, A później jadą blaszanymi trumnami (czyli samochodami) do skupu złomu (czyli na cmentarz).  Przykre...

Brixton w Londynie. Siedzę na ławce,  sączę tanie wino z ,,tytki,, , słucham i oglądam kapitalny duet saksofonisty i jego psa ubranego w mundur i czapkę londyńskiego policjanta. Gość gra na saksofonie super, ale żeby pies nauczył się tak śpiewać...? To dzielnica w której robiłem zakupy. Tanio i świeżo! Pięknie wystawiony towar przed sklepami. Hindusi , Turcy i.t.p.- opanowali Londyn.Brixton- podchodzi do mnie facet ze  wspaniałymi ,,jamajskimi  dredami,, i pyta... A ja odpowiadam - żadnych ,,ziół ,, Ja sam mam w sobie wystarczające pokłady wrażliwości  więc nie muszę palić ,,zielska,, by te warstwy odkopywać . Nie znoszę ,,ekshumacji,, Czego i Wam życzę! Wszelkie miejsca w których przebywamy mogą być  bezpieczne, ale czy są SZCZĘŚLIWE...?! Czy podejmiecie ryzyko by odczytać - podążając jednocześnie za mną- Szlak Sczęścia  który teraz  w Was narysuję? Jesteśmy tak ufni ogladając obraz na ścianie, ale jednocześnie tak nie ufni w stosunku do autora.Widocznie nie widzimy ani jednego, ani drugiego. Może warto to w końcu przełamać...

Lyrkia wysoko w górach. Siedzę ja sobie ,,spalony ,, od żaru Słońca i maluję akwarelę. Tym razem miałem wodę! Zróbcie pewien eksperyment-polejcie wodą kartkę papieru przy 45 stopniach celsiusza. Okazuje się , że WODA nie zawsze wystarcza... Trzeba mieć jeszcze TALENT!OK- farby też , a i pędzle mogły by się przydać. Z tej niezręcznej sytuacji uratował mnie pewien opiekun owiec, zwany u nas bacą.Pozdrowił mnie mijając  ze stadkiem swoich kilkudziesięciu ,,podopiecznych,, Wiedział, że jestem zoografos i geografos bo często widywaliśmy się w uliczkach Lyrkii i tam również serdecznie pozdrawiali. A owieczki były wspaniałe. Wiem to, bo ... fragment  jednej z nich zjadłem w Świeto Paschy. Okrutne, ale tak właśnie wygląda nasza i Twoja też(!) rzeczywistość. Sądzisz, że nie jedząc mięsa lub udając że go nie ma, kupując ubranie w  second hande udając, że nie ma nowych ubrań, nie kupując dziecku słodyczy , bo to nie jest zdrowe, a i dentysta tyle kosztuj  I.T.P - jesteś bardziej troskliwy?!  Ranisz tylko bliskich i to  na wiele okrutnych sposobów.Wiem bo robiłem to samo... mnie też tak oszukiwano! Chcę  się z tego wycofać . Nawet przestałem jeść piach,  jak również nie będę więcej żywił się jedynie Energią Słoneczną . Żartuję! Nigdy tego nie robiłem. Ale prawdą jest, że Wierzę w Miłość.Tylko Ona dać nam może prawdziwą Energię do Życia. Polecam wspaniałego : Teilhard de Chardin Pierre  i jego dzieło ,,Zarys Wszechświata Personalistycznego,, Przeczytajcie!

Pasterz poczęstował mnie szklaneczką wina, świeżo upieczonym chlebem i  serem feta z przydomowej spiżarni. Milczeliśmy cały czas , ale ta cisza ubarwiana  dzwiękiem dzwonków wiszących na szyjach owiec , cała ta wyjątkowa atmosfera  wokół-doprowadziła do mojego Katharsis.

Obraz to Miejsce z którego go Widzisz...  ,,Teoria zapachów,,

Dalamanara... ,,Zbrodnia i kara,, Dostojewskiego. Pewnie każdy odbiera to dzieło inaczej. A autor? Musiało mu być trudno utrzymać taki fason. Ale doskonale dał sobie radę i dziękuję mu za to BARDZO.Właśnie skończyłem dyskusję ocierającą się o ,,filozofię i lekko wyrośniętą egzystencję,,. O rany! Rozmowa była po rosyjsku. Mojej neutralności bronią trzy tłuste gęsi. I nie mogę o nich inaczej powiedzieć, bo one naprawdę są tłuste. Mój obecny świat zaczyna się  i kończy w pewnym sensie na kłódce. Jeżeli ktoś ,,wchodzi,, jest  traktowany jak karciany gracz. Klucz do  tej kłódki przyczepiony jest do bramy...którą bez problemu można otworzyć ! Choć ciśnie się na usta pytanie , po co zamykam tę  bramę zostawiając w miejscu widocznym klucz? Jednocześnie  pojawia się pytanie bliźniacze - a po co zamykacie Drzwi Mieszkania Kluczem zabierając go ze sobą Wy  Świadkowie Jahwe, Katolicy, Buddyści z Nowego Jorku, mieszkańcy Londynu (nafaszerowanego kamerami)  i.t.d. Odpowiem Wam - bo tak mizerna  jest Wasza Wiara w ludzi,  więc sporo czasu minie, kiedy doświadczycie Wolność ... Zostawiam klucz do drzwi, ale i do OKNA. Klucz jest doskonale widoczny, co u wielu wzbudza nieufność (w większości u tych , którzy tę nieufność i złe zamiary noszą ciągle w sobie ). Zmieńcie to!

 Za bramą pojawiła się ogromna przestrzeń , a jej strażnikami są wspomniane wcześniej trzy gęsi. I choć to nie jest  Rzym, ostrzegają przed nieznajomymi równie niezawodnie.Wrogów tu niewielu , ale posiadanie gęsi nie zaszkodza.,, Jacy indianie taki szaman,, Są też sąsiedzi, równie tłuści jak ( bo taka jest prawda!) wcześniej wymienione zwierzęta, z którymi trudno się dogadać bo przecież,, Polacy nie gęsi i swój język mają,, A Grecy wierzyli w uduchowienie przedmiotów natury takich jak kamienie, rzeki, drzewa. To animatyzm. Może właśnie z tego powodu odkryłem niebieską linię...

Wystraszyłem się myśląc, że to jadowity wąż. A to tylko 12  metrowy pyton.

Lyrkia. Wróciłem ze sejsty spędzonej w górach z bacą. Przedzierałem się przez gęste cierniste krzewy. Grecja to nie tylko ,,wyrychtowane,,( po Śląsku!) plaże. To też ogrom skał i niedostępnych miejsc. Zrobiłem sobie kolację i siedząc przy stole dotarło do mnie wyraźne pytanie, jakby ktoś stał przy mnie : ,,Słyszysz mnie!?,, W pierwszym momencie pomyślałem, że się przesłyszałem. Ponownie: ,,Pytam cię, czy mnie słyszysz,,?  Odpowiedziałem w ogromnym zaskoczeniu (odruchowo) ,, tak,,! Po chwili namysłu uświadomiłem sobie niezwykłość tej sytuacji. Jestem tu sam.To nie jest możliwe, żeby w takim miejscu( bez dostępu do tv satelitarnej czy radia) nagle usłyszeć coś takiego i tak wyraźnie! Z językiem polskim nie miałem do czynienia od wielu miesięcy. Totalny szok!Jak się później okazało to nie był ,,język polski,,...  Wyszedłem na zewnątrz budynku bo pomyślałem, że jakimś cudem Polacy z którymi wcześniej spotykałem się w Argos , dotarli do Lyrkii. Stoją za oknem i robią sobie ze mnie ,,jaja,, Ale nikogo przed domem nie było. Kiedy wróciłem usłyszałem : ,,otwórz OKNO,, To jest to o czym wcześniej pisałem. Zamykamy DRZWI i OKNA nie zostawiając KLUCZA, jednocześnie udając otwartych... Podszedłem do okna i je posłusznie otworzyłem. Ale usłyszałem : ,, Nie o to OKNO chodzi. Mówię o tym, które jest w tobie!,, Wtedy zrozumiałem, jakie znaczenie miała dla mnie niebieska linia i aborygen wędrujący po świecie, noszący w sobie Ważną Treść.

Schodząc z góry w Argos, gdzie prawie że zamieniłem się w Stylitę z Antiochii, podążałem niczym ,,oświecony,, w dół. Zabrałem po drodze z zupełnie nie planowanej tawerny, butelkę ,,krasii,, Wąwóz którym dalej wędrowałem, był jak wspaniały tunel, jak testament rwącej rzeki. Nie przypuszczałem, że napotkam tamę. Piękną istotę...Moja niezależność tak pieczołowicie chroniona, legła w gruzach. Jej aura była doskonale czysta, była przeciwieństwem tego, czego przez tak długi czas doświadczałem. Samotność i medytacja, miłość i perwersja...

Co jakiś czas skręcam z głównej drogi zwanej rzeczywistością w boczną, mniej uczęszczaną. Biegnie przez łąki porośnięte wysoką soczystą trawą. Powstała przez udeptanie, dlatego na samym początku na jej powierzchni nie ma ani jednego źdźbła. Im dalej jednak się przemieszczam, droga staje się coraz węższa i coraz gęściej pokryta dywanem mchu.Często (choć nie zawsze) udaje mi się poczynić na niej o jeden krok dalej. Jeden mały krok. Bywa też jednak, że zawracam oszołomiony tym co zobaczyłem. To moja wyobraźnia niepokornie próbuje ,,upiększyć,, to co Widzę. Skażona naleciałościami z drogi głównej, atakuje mnie pozornie logicznymi skojarzeniami, których źródłem tak naprawdę jest przypadek. Wędrując po niej poczyniłem zaledwie kilkanaście kroków w głąb. Łąka ciągnie się po horyzont. Ponieważ jednak przebywam na niej poza rzeczywistością, to co oglądam może tak naprawdę nie mieć końca. Po około szesnastu przebytych krokach, krajobraz wokół ( jak również moja osoba ) zaczyna przybierać przedziwny wygląd. Kiedyś zabrałem ze sobą,, lustro,, żeby zaspokoić swoją ciekawość i zobaczyć siebie w tym innym świecie. Czy ja również jak wszystko wokoło, pokryty jestem grubą warstwą złota. I w momencie gdy zerknąłem w zwierciadło, po raz pierwszy w swych wędrówkach po owej drodze, otrzymałem naganę. Nie było to jakieś szczególnie nieprzyjemne jednak poczułem żal, że coś  nieodwołalnie zmusza mnie do powrotu.Wiedziałem dokładnie dlaczego.Prawdziwe przykre doznania pojawiły się jednak wówczas, kiedy to będąc kolejny raz w tym samym miejscu na drodze i widząc ten sam złoty krajobraz spowodowałem, że moje myśli ( jakby odbite od tafli lustra ) skierowały się z powrotem do mnie. Postanowiłem nie popełniać już więcej tego błędu zwanego egocentryzmem, który wielokrotnie był powodem zbyt wczesnych powrotów. Zastanawiam się często, co jest takiego w tej drodze co każe mi na nią wstępować.  Może ukryte pragnienia, doznawanie prawdziwego i nieskończonego Piękna. To faktycznie może być powód dla którego po niej wędruję, jak również powód dla którego z niej powracam do drogi rzeczywistości. Pragnienia...Gdybym tylko mógł je ujarzmić, kazać zostać im na drodze głównej do czasu, kiedy nie wrócę z drogi bocznej. Ale czy wtedy chciałbym wracać? Pewnie zostałbym tam gdzie jest dla mnie miejsce. Przypisane. Taki mógłby być koniec tej wędrówki. Póki co otoczony sporym stadkiem pragnień wiecznie głodnych i nie nasyconych, karmię je od czasu do czasu i niańczę w swej naiwnej głupocie. I tak właśnie  koegzystujemy. 

Kobieta wypowiada fragment tekstu (dubbing) z filmu do którego użyczyła głosu. Są to zwykle produkcje zachęcające potencjalnych turystów do zwiedzania szczególnych rejonów świata.Ona robi to jednak w stanie ciągłego podniecenia. Teksty które czyta przypominają jej pewną sytuację, kiedy będąc w studiu spowitym półmrokiem, stała się obiektem seksualnego napastowania kolegi po fachu. Rozkosz jaką wówczas przeżyła ciągle odtwarza doprowadzając się palcem do,,małej śmierci,, cytując jednocześnie owy tekst. 

 

"Nie jest nimi dwiema, ani też sumą świadomości, ani prostą świadomością, ani jej brakiem, stan ten niepostrzegalny, niesprawdzalny, nieuchwytny, bez własności, nie dający się pomyśleć ani zdefiniować... Nie ma w nim dwoistości... to jest właśnie dusza." UPANISZADY.

Kto stał się bogaty niech rządzi, a kto ma Siłę, niech zaprzecza".

Wiem że muszę pracować szybko, póki mięso się nie zepsuło...

Myślami jestem w głębi...Podchodzę do siebie ostrożnie. Rozdrażniony bywam nieprzewidywalny. Przekonał się o tym pewien słoń w ZOO, który nieopatrznie wyciągnął w moim kierunku trąbę. Musiałem uciekać przed niechybnym linczem ze strony zwiedzajacych. Po tym incydencie długo jeszcze napływały do dyrekcji ZOO skargi dotyczące niewłaściwej ochrony praw zwierząt przed bestiami rasy ludzkiej. Boże! A ja go tylko lekko ugryzłem w trąbę. Do wesela się zagoi! Albo taki jadowity wąż. Leży gdzieś w kącie terrarium i cholernie się nudzi. Wiem coś na ten temat bo sam kiedyś (w ramach eksperymentu) przeleżałem 34 godziny w kącie swojego pokoju w akademiku, który jak się później okazało nie był mój.Gdyby nie nagłe wtargnięcie właściciela pewnie umarłbym z nudów. Dlatego ja też wtargnąłem w to cholerne terrarium z wężem które nie jest jego własnością, bo zbudowano go z podatków, które ja cały czas muszę płacić. Jest więc w pewnym sensie także moją własnością. Wszedłem cichutko i położyłem się w naprzeciwległym kącie, nie wzbudzając zainteresowania.Przez chwilę miałem zamknięte oczy udając, że śpię. Cały czas jednak kontrolowałem sytuację. Zwiedzający nie byli specjalnie zdziwieni moim widokiem myśląc zapewne, że ,,to coś,, co leży po przeciwnej stronie węża jest rodzajem krasnala ogrodowego. Dawało mi to dodatkowy bonus czasowy.Mogłem sobie planować dalsze posunięcia. Lekko otworzyłem lewe oko żeby zbadać sytuację wokoło.Absolutny spokój! Żadnych objawów paniki czy niepokoju.Słyszałem tylko ciche odgłosy przemieszczających się i rozmawiających ze sobą zwiedzających. Nagle jakiś gówniarz z ogromnym lizakiem w kształcie serca( w ramach buntu trzylatków) zaczął walić pięściami w szybę terrarium gdzie (razem z wężem) zapadałem w sen.Trwało to kilka sekund, jednak dla mnie to była wieczność. Jak zachować się w tak ekstremalnej sytuacji. Wąż w stanie szoku po nagłym  przebudzeniu rozglądał się nerwowo. Wiedziałem, że to nie może się zakończyć bez konfrontacji.Leżałem dalej w kącie z zamkniętymi oczami i zbierałem myśli.

Istota twojego umysłu jest nie zrodzona, więc nigdy nie umrze. Nie jest istnieniem, które ulega rozkładowi. Nie jest pustką, która jest zwykłą nicością. Nie ma ani koloru, ani kształtu. Nie cieszy się radością i nie cierpi bólu... Rinpocze ,,Tybetańska Księga Życia i Umierania,, POLECAM!

Oczywiste było jedno, że wąż nigdy nie widział ogrodowych krasnali i na 100% nie da się ,,zrobić w konia,, No bo jest wężem!Jego znakomity węch bezbłędnie rozszyfruje strukturę tego obiektu znajdującego się w przysłowiowym naprzeciwległym kącie.Nikt nie lubi nieproszonych gości i w tym jednym poczułem z nim porozumienie.Cała jednak ,,pozostałość,, była nam ,,przeciwstawna,,Począwszy od nóg, rąk oraz  innych części ciała.Mój słuch ( bałem się otworzyć oczy) stał się wyczulony do granic możliwości. Był to dla mnie jedyny w tym momencie  kontakt ze światem. Dzięki niemu mogłem  upewnić się co do funkcjonowania moich czynności życiowych. Jeszcze żyłem.Czy Wam też w stanach napiecia i stresu wzmagają sie problemy z jelitami...? O matko i córko jak to czasami słyczać! Oddychałem ustami...

Jestem obywatelem New York State. Nikt nigdy nie próbował zmienić tego mojego Stanu... Mam  wiele negatywnych słów i myśli w stosunku do pewnych religii siejących nienawiść. Ale nie wypowiem. Pogrzebią się w nicości same...

Słyszałem okropny wrzask jaki wydobywał z siebie ten rozkapryszony trzylatek, a klapsy które dostawał wywoływały jeszcze większe ,,wibracje,,. Zaś ja będąc w stanie totalnego skurczu mięśni, starałem się nasłuchiwać jakie ruchy wykonuje wąż.Dowiedzieć się jakie ma zamiery i jak się przegrupowuje gotując do walki. Wiedziałem, że moje szanse na zwycięstwo są niewielkie. Obcy teren, nieprzychylność świata (czyli zwiedzających) i znikomy arsenał broni.Przeciwnikiem nie był powolny żółw z Galapagos, a niezwykle szybki wąż. Kiedy przeraźliwie wrzeszcący dzieciak oddalił się na tyle, że mogłem usłyszeć co dzieje sie w terrarium, z jednej strony poczułem ulgę, z drugiej zaś strach. Usłyszałem bowiem bardzo niepokojący dzwięk. Było to jak nastawianie radioodbiornika na stereo. Tak robiły niektóre stacje radiowe.Stara sprawa, może nie wszyscy pamiętają. Wąż przemieszczał się z lewa na prawo, a ponieważ terrarium wyściełane było piaskiem i drobnymi kamyczkami, przypominało to wyżej wymienione zjawisko. Był wyraźnie wściekły. I nastąpiło to czego się obawiałem. Odsłuch stawał się coraz bliższy. Już nie lewo-prawo, ale na wprost. Nie miałem innego wyjścia jak tylko unieść głowę, podnieść się i stanąć do walki.Wąż wydał mi się niebotycznie wielki, ale pomyślałem, że ,,strach ma wielkie oczy,,.W tym momencie stało się coś zupełnie nie oczekiwanego! Wąż rzucił mi się na szyję! Szok! Przypuszczałem, że ukąsi najbliższą dla niego część mojego ciała, a tu taka miła niespodzianka! Był ciepły fizycznie prawie  jak najcieplejsza z istot ludzkich...Żadnych ukąszeń a tylko przytulanie. Tyle życzliwości dla intruza, którym w końcu byłem. Odwzajemniłem się uściskami.

Kiedy otworzyłem OKNO odbiór informacji stał sie znacznie lepszy, choć nie koniecznie prawdziwy... Ponownie usłyszałem: ,,Nastaw się na przekaz,, .Powiem szczerze ,,uśpiło to moją czujność,,... Usłyszałem: ,,Wierzysz w Trójcę,,!? A dalej: ,,To co ci mówią jest kłamstwem. Nie ma żadnej Trójcy, Jezus nie był Synem Bożym, a Duch Święty nie istnieje,,. Po tym zdaniu nastąpił długi ,,wykład,, na temat Świata Duchowego - którego nie przytoczę, bo był wyjątkowo kłamliwy. Ale wczujcie się w moją sytuację, rozmawiam z kimś kogo nie widzę , a wszystko dzieje się w tak rzeczywisty sposób, że w końcu stwierdzam słuszność usłyszanych słów. Jestem tak zmęczony, że natychmiast kładę się spać.

Poczułem, że ta niezwykła sytuacja z wężem jest potwierdzeniem jedności materii. On tak samo samotny jak ja, leżąc w kącie nie swojego mieszkania, zapragnął bliskości braterskiej duszy. Kogoś, kto odwzajemniłby jego uczucie bólu i rozpaczy.Łzy popłynęły z moich oczu. Ludzie za szybą zaczęli bić brawo, a co niektórzy krzyczeli jeszcze coś, czego nie mogłem usłyszeć w tym całym zamieszaniu. Czułem jak uścisk staje się coraz mocniejszy, więc moja radość adekwatnie coraz większa. Do pewnego momentu jednak...Objawy sympatii ze strony węża stały się niepokojące. Uścisk był tak mocny, że zacząłem się zastanawiać nad źródłem tych emocji. Znaliśmy się przecież zaledwie kilkanaście minut. Tłum gapiów za szybą stawał się coraz większy. Ludzie podskakiwali, klaskali, śmiali się. Ale było też sporo przerażonych twarzy...Któryś z podskakujących trącił tabliczkę z opisem zwierzęcia, która wisiała przed szybą terrarium. Ta zrobiła obrót ukazując mi napis następującej treści: ,,Boa dusiciel - B. c. occidentalis. Osiąga długość 4-5 metrów. Żyje w Ameryce Środkowej oraz Południowej,,... Chyba jednak nie to ,,terrarium ,, wybrałem.

Maluję następny obraz. Wyznaczyłem sobie dwa punkty na płótnie  .                  .             i przemiemieszczam się między nimi uczepiony pędzla. Od czasu do czasu robię postój na tankowanie farb , a później kontynuuję podróż. Kiedy droga  niebezpiecznie traci kolor stając się mieszaniną barw dopełniających, skręcam w bok (opisywanej już wcześniej ,,drogi głównej,,) i mapa dzięki temu staje się coraz bogatsza, bardziej czytelna.Ta mapa posłuży kiedyś naszym potomnym do nieograniczonych podróży...Serio! Synergia (1+1=11)

Telefon do mnie: Dzień dobry, dzwonię z firmy telekomunikacyjnej- (?!)  która w związku z tym, że jest pan naszym stałym klientem na rynku...!?- ma dla pana ciekawą ofertę. - Ale ja nie jestem na rynku-grzecznie odpowiadam. Podobny numer ma sprzedawca ziemniaków i innych warzyw który faktycznie ,,tam działa,,. Często z niewiadomych powodów otrzymywałem telefony skierowane do niego.  Pojawiają się  pogróżki od niezadowolonych kobiet, które w swej bezgranicznej ufności... poszły na całość,  od windykatora, księdza z ostrzeżeniem że z powodu braku przyjęcia kolędy(w zacnych progach)...będą konsekwencje w sprawie chrztu , świadka Jahwe z powodu złych intencji,  którą jest (z zasady !) nacechowany przechodzień, Krishnowców, Buddystów i faszystów...Czy to możliwe, żebym nigdy nie poczuł szacunku INNYCH do swojej osoby, więzi z moją DUSZĄ.?,, W tej  MATERII NIE SPODZIEWAM SIĘ POSTĘPU!!!,, 

Kiel w Niemczech.Piękne miasto... Przebywałem tam z wielu powodów, ale najważniejszym był mój bratanek Tomek, który tam właśnie spędził większość swojego życia (zakończonego przedwcześnie w wieku 28 lat). Nie przepadałem za tym krajem, ale pobyt w Kiloni bardzo mnie do niego zbliżył. Wbrew opiniom są  tam kapitalni ludzie, bardzo ciepli. Wróciłem pozytywnie naenergetyzowany, zmieniając w sobie opinię, że Niemcy to ,,odwieczni oprawcy Polski i Polaków,, Dobro wszędzie jest takie samo!

C.D.N.